Posty

narodowy Naród

Obraz
No więc kupiłem siedlisko na Podlasiu a moja wieś nie jest polska. Zamieszkuje ją dosyć spora jak na nasze realia mniejszość etniczna, które nie jest znana w Warszawce bo wbrew sztuce marketingu się nigdy nie nazwała. Mówią lokalnym językiem bez nazwy. "Swoim", "naszym", "tutejszym", "gadką". Kompletnie dla mnie niezrozumiałym pisanym w cyrylicy. Gdy ktoś obcy się zbliża przechodzą płynnie na polski. Niektórzy znają też białoruski (4 kilometry do granicy i tanie papierosy i benzyna) i rosyjski (okupacja radziecka). Pani sołtys przyparta przeze mnie do muru rzuciła że są Białorusinami. Z kolei ojciec mojego kolegi, który stąd pochodzi mówi, że jest z pochodzenia Ukraińcem. Ale to są tylko łatki przyklejane na siłę od końca I Wojny, kiedy to narody zaczęły być ważne. Oni tu żyli tak lokalnie, że nawet sąsiednie wsie różniły się słownictwem. Nie było dróg i była bieda. Poprzedni właściciel w latach sześćdziesiątych chodził w walonkach robionych w do...

Pietia

Obraz
Powoli wrzucam podlaskie klimaty. Na początek wątek poboczny, który nie będzie wymagał natychmiastowej kontynuacji. Mój najbliższy sąsiad Pietia. Miejscowy wyrzutek. Od najmłodszych lat pierwszy do kieliszka i ostatni do roboty. Posądzany o drobne kradzieże. Traktowany przez całą rodzinę (w tym żonę, syna i siostrę) jak ostatni śmieć. Lat 65. Snujący się po podwórku. Odpowiadający monosylabami przepitym głosem.   Tylko jedną pozytywną historię opowiada o nim sąsiadka Ola. Gdy umierał jej brat nie było już we wsi żadnej rodziny (Ola w Kleszczelach). Tylko Pietia przychodził codziennie do leżącego w łóżku zagadnąć. Do ostatnich dni. Dla mnie też jest bardzo miły. Odnoszę wrażenie, że to dobry człowiek a jego życiowe niepowodzenia są efektem intelektualnych ograniczeń.         

temperatura

Obcinałem dziś gałęzie sekatorem na kawałku swojego pola w Radziejowicach. W t-shircie. Jutro prognoza mówi o 17 stopniach. Jutro jest czwartek. W zeszły piątek jak się obudziłem tuż po świcie w Dasze (moje wieś na Podlasiu) to było -16. No i co tym myśleć. Mnie to nie przeszkadza. Mój organizm słabo reaguje na skoki ciśnienia. Ale temperatura. I zimno i ciepło da się lubić. Byle w umiarkowanych porcjach. Takie zmiany wprowadzają potrzebne nam w obecnych czasach urozmaicenie.     

morsuje bo chce

Obraz
Boje się zacząć tematu Podlasia bo utknę na nim na jakieś 20 postów. A więc o morsowaniu. Zacząłem raczej przez przypadek na początku poprzedniego sezonu. Wtedy to było dziwne. Dziś to narodowy sport ekstremalny. Nawet syn mnie spytał czy w związku z nawałnicą memów o morsowaniu nie powinienem się przerzucić na coś bardziej niszowego. Ale ja to polubiłem. I chyba na długo.  A więc o morsowaniu jest głośno i można wyczytać wszystko. No prawie. Jedyne czego nie ma to naukowych badań o wpływie morsowania na organizm. Dlatego tak ważne są relacje indywidualne. Stąd moja. Zmieniło się u mnie postrzeganie zimna. Jak wyjdę bez kurtki na mróz to zimno robi mi się po pewnym czasie.  Pół papierosa przy -15. Cały przy -5. Kiedyś już w drzwiach mnie cofało.   Ale najważniejsze to odporność. Od dziecka cierpiałem na zatoki. Dwie, trzy poważne infekcje w roku to norma. Na starość zaczęło być gorzej. Zapalenia zatok. Operacje polipów.  A od dwóch sezonów nic. Nawet kataru....

strach ma korpo-oczy

Przechodząc na bezrobocie potwierdziło się moje przeczucie, że ludzie boją się straty pracy nie tylko ze względów ekonomicznych. Rozumiem raty kredytu. Ale w panikę wpadają ludzie, którzy mają więcej kasy niż są w stanie wydać do końca życia (znam takiego delikwenta). To jest dla nich jak utrata tożsamości. Kawałka siebie. Spędzają w korpo większość czasu i poza pracą w ich życiu niewiele się dzieje. Zostaje jakaś pustka i strach wywołany z brakiem pomysłu na "ja bez korpo". Kim ja właściwie jestem skoro już nie jestem niezmiernie ważnym managerem. Na dodatek trzeba się skonfrontować z wolnym czasem a to jest umiejętność bardzo rzadka. W naszej kapitalistycznej kulturze wypada mieć napięty grafik i pełny kalendarz. Ludzie kręcą się w kółko byle tylko na chwile nie stanąć. Na miejscu ustawodawcy wprowadziłbym obowiązkowy półroczny urlop po 20 latach pracy na odzyskanie samego siebie. To by uczyniło z nas bardziej ludzi niż tylko pracowników. 

przedwiośnie

Musiałem dziś się przejść kawałek po mieście i wiosnę czuć. Słonko grzeje, ptaszki śpiewają i gorąc. Musiałem rozpiąć kurtkę a i tak czułem się zgrzany. Po kilku tygodniach mrozów organizm się przestawił i metabolizm jest rozkręcony.  Targają mną sprzeczne emocje. To była pierwsza zima od pięciu lat i żal mi ją żegnać. Śnieg był boski i rozjaśniał przednio nasze szare otoczenia. Jako doświadczony mors nauczyłem się też czerpać przyjemność z zimna. Z drugiej strony nadejście wiosny daje nadzieję na zieleń.  Nie mogę się też doczekać rozpoczęcia prac remontowych w mojej podlaskiej siedzibie.      

o czym tu?

Tak se wczoraj myślałem czy nie zadeklarować mojemu blogowi jakiegoś kierunku. Wszystkie obserwacje i doświadczenia mówią, że warto mieć swoją nisze. Gdybym ją musiał wybrać dziś to pewnie padłoby na podlaską wieś. Jestem nią zafascynowany. Temat korpo choć nośny to mnie już nudzi. No i korpo są jak PIS. Tak śmieszne, że szydzenie z nich to jak kopanie leżącego.  No ale, w sumie nie chodzi o to by to ktoś czytał, tylko żebym ja to pisał. Więc pozostawię tematykę szeroko otwartą. Może się coś samo ułoży w trakcie. Może czytelnicy w komentarzach zgłoszą jakieś zapotrzebowanie.