Posty

starość

Mam 55 lat i czasami czuje staro. Zdrowie, siły, wzrok, słuch, wygląd. Nie ma co ukrywać, że nie jestem młodzieniaszkiem. Ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby ktoś w moim wieku czułby się jeszcze młodo. To wszystko jest w głowie, ale ta głowa nie jest oderwana od ciała. Trudno wmawiać sobie dobre samopoczucie chorując na 5 chorób przewlekłych i łapiąc zadyszkę po 3 krokach. Ale można i warto próbować.  

zieleń

Obraz
Wróciłem z Australii gdzie była jesień a zieleń miała mleczno-szary odcień. I w drodze z lotniska szok. Zieleń jest jaskrawa. Mam wrażenie, że ktoś mi w mózgu jak w telewizorze przeregulował nasycenie. Minął już tydzień a te wrażenie mnie nie opuszcza.  Kolory są przepiękne. Mogę się gapić na trawę lub drzewa godzinami. Mam nadzieję, że upały przyjdą jak najpóźniej w te lato i nie zgaszą mi tego widowiska. 

Australia

Obraz
Byłem dwa tygodnie z synem w Australii. Blog to nie jest dobre miejsce nawet na pobieżne wrażenia z takiej podróży. Za dużo tego.  Może zatem jedynie napiszę co mnie naprawdę zaskoczyło: Dzikie zwierzęta nie boją się ludzi (kangury, Emu). Może nie mają naturalnych wrogów. Na pewno jest przyczyna, ale tego nie wiedziałem.  Australia jest za młoda i nie wytworzyła żadnego charakterystycznego stylu w architekturze. Domy są trochę bez wyrazu i każdy buduje co chce. Ostatnio tak jak u nas minimalizm.  Prowincja australijska jest zapyziała. Pewnie się nie wyludnia w tym tempie co Podlasie, ale jednak świat się tam zatrzymał jakiś czas temu.    

bociek

Obraz
Przyleciały bociany. Zajęły gniazda gdzieś w połowie zeszłego tygodnia. To jest dla wsi umowny dzień rozpoczęcia wiosny. Wszyscy na nią czekali bo zima była do dupy. Mało śniegu. Mało mrozu. Dużo deszczu. Ciągłe przymrozki i ocieplenia. Woda zalegająca na polach i na podwórkach. U mnie nawet trawa miejscami zgniła. A najgorsze to ciągły brak słońca. No, ale wreszcie koniec. Na krzakach listki. Ciepłe dni. Pierwsze nieśmiałe promienie. Bzykanie pszczół. Daliśmy radę i teraz energia nas rozniesie. 

grób

Obraz
To musiało nastąpić. Pietia umarł. Od lata już mało wychodził w chałupy. Był przeraźliwie chudy. Żona od dawna go nie karmiła i nie wpuszczała do izby. Wegetował sobie w pomieszczeniu na piec centralny. Jadł tylko stare pieczywo. W zeszły piątek wyszedł i poprosił mnie o zwyczajowe piwo (co tydzień dawałem mu jedno). Możliwe, że widziałem go jako ostatni. W sobotę go znaleźli. W niedzielę był pogrzeb. Ja się dowiedziałem w tą sobotą. Było mi smutne. Zwyczajowe piwo zaniosłem na świeży grób.   

kociołek

Obraz
Dostałem pod choinkę żeliwny kocioł na ognisko (13 kg wagi). Niby nic. Ale zacząłem eksperymentować z gotowaniem jednogarnkowych dań u siebie w Daszach. Stawiam go na mobilnej grillo-wędzarce skonstruowanej przez Janka. Jest to oczywiście pretekst do imprezy. Zapraszam wioskowych koleżków na spróbowanie. I przychodzą. Są trochę skrępowani, ale jedzą. Przynoszą wódkę. Gadamy. Nie trwa to długo bo stoimy na mrozie. Ale smakuje dobrze. Był już gulasz. Potem bigos. Zaczynam planować grochówkę.     

książka

Ostatnio mało czytam. To błąd. Pochodna ogólnego rozleniwienia. Zdarza mi się porzucić dobrą książkę w połowie bo mi się dalej nie chce.  Jak ludzie ostatecznie przestaną czytać to będzie granica epoki.  Przydarzyła mi się ciekawa historia.  Byłem o znajomych w Hiszpanii. Wywoziliśmy śmieci do pojemników. Znalazłem tam kupkę książek angielskojęzycznych, które ktoś położył na murku bo wstydził się wyrzucić.  Było ich raptem kilka i wszystkie przejrzałem. Jedna mnie zaciekawiła i sobie ją zabrałem. Zacząłem czytać na miejscu. Potem w samolocie. Właśnie skończyłem. Polecam wszystkim. Nie będę wam opowiadał bo jest króciutka i sami możecie sprawdzić. Język angielski jest trochę archaiczny, ale jest polskie tłumaczenie. Barnard Shaw: "Przygody czarnej dziewczyny w poszukiwaniu Boga" "The Adventures of the Black Girl in Her Search for God"