Posty

Święta

Dotrwaliśmy do końca roku. Mimo pandemii, wojny, inflacji i braku węgla. W tym kontekście nie wiadomo co sobie życzyć. Stabilizacja raczej nie wchodzi w grę. Spokój jest stanem umysłu i każdy musi go sobie sam wypracować. Zdrowie jest najważniejsze, ale gadanie na ten temat w kółko w naszym wieku też niesie pewne zagrożenia. Na placu boju zostaje zatem miłość. Tej nigdy za wiele.  

klęska

Przegrałem w KIO. To taki sąd od przetargów. Gdybym wygrał tobym zarobił na firmę więcej niż ona wydała dotąd na moją pensję. A tak koniec roku zastanie mnie na minusie. Co oznacza, że mój pracodawca inwestycje we mnie ma niespłaconą i może mieć chwile zastanowienia.  Dotąd szczęście mi sprzyjało. A tu taka katastrofa. Na dodatek byłem przekonany, że wygram. Czyli zawiodła mnie intuicja. Na starość zrobiłem się niepoprawnym optymistą.  

coś napisałem

tak jak się odgrażałem napisałem małe opowiadanko. malusie. poczytajcie bo mam pomysł na następne, ale bez zachęty nie napiszę GŁOWA Zuza była w łóżku już od osiemnastej. Czytała. Odkrywała uroki literatury dopiero teraz w wieku trzydziestu pięciu lat. Nie pamięta, aby w szkole przeczytała cokolwiek z zainteresowaniem.  Osamotnienie i nuda zrobiły jednak swoje. Sięgnęła po książkę. Jej wyobraźnia eksplodowała. Śniły się jej nawet niektóre wątki. Aktualnie połykała Grahama Greena. W oryginale, aby nie stracić kontaktu z językiem, który na Podlasiu był raczej mało przydatny. Nagle zadzwoniła komórka. Może ktoś z Warszawy o niej sobie przypomniał. - Halo! … tak to ja panie Komendancie. O tej porze? Służbowy? I czemu nie mówił do niej po imieniu. Pewnie dzwonił z domu i bał się, żona sobie coś pomyśli. -Tak. … Oczywiście. Pojadę. Proszę mi wysłać adres i telefon do tego kombajnisty SMS-em.                  Odłoż...

Berlin

Byłem z żonką na weekend w Berlinie. Nie pierwszy raz. Coraz bardziej mi się podoba. Kręciłem się po centrum, ale wrażenie pozostaje, że Warszawa to jednak skromne prowincjonalne miasteczko. Wielkie monumentalne gmachy, obszerne place i szerokie arterie. Do tego kompletny brak samochodów co daje ciszę niespotykaną w naszych miastach. Wszystko jest równe, dobrze zaprojektowane. Z kamienia i stali. Nażarłem się kiełbas i golonek (jedna dziennie), opiłem wyśmienitego piwa. Zwiedziłem całkowicie na nowo odbudowany zamek królewski w którym mieści się Centrum Humbolda. Obejrzałem za darmo wystawę na której Niemcy rozliczają się ze swoim kolonializmem w Afryce. U nas nie do pomyślenia. Naród polski jest bez skazy. Ale jest parę rzeczy, za które trzeba pochwalić naszą stolicę. To przede wszystkim zieleń. W Berlinie wszystkie te wielkie place są do ostatniego metra wyłożone granitem lub asfaltem. Do granic absurdu. Jest dużo parków, ale nie ma skwerków i trawniczków. Mało jest drzew na ulicach....

korpulizm

W demokracjach ostatnio mamy problem z populizmem. Wybory wygrywają nie ci co umieją rządzić tylko ci co umieją wygrywać wybory. Wąska specjalizacja. Więc rządzą jak widać u nas. Chujowo. Na dodatek się połapali, że ciągle te wybory wygrywać jest ciężko. Łatwiej zrobić je tak na niby (Łukaszenka). Albo zrobić ludziom z mózgu gówno przy użyciu telewizji (Kurski). Albo powiedzieć, że się je wygrało (Trump).  I tak się zastanawiam jak to jest w tych korpo. Czy rzeczywiście do góry promuje się tych co umieją zarządzać czy tych co umieją się promować. Czy oni jeszcze mają parcie na władze czy już tylko na kasiorkę. I kiedy zrezygnują z wyborów. 

wojna

W wojennej retoryce nie pasuje mi jedno. Że to niby ruskie dzikusy i my obrońcy wolności co prawie walczymy razem z Ukrainą. Przecież jak się trochę wykazać empatią to ten cały Putin niewiele się różni od Kaczora. Narodowy patriota co realizuje swoją dziejową misję. Nie wierzy w instytucje demokratyczne i praworządność. Mentalnie zanurzony w poprzednim systemie. Z pogardą myślący o zgniliźnie Zachodu.  Walczący o władzę za wszelką cenę. Otoczony wianuszkiem miernot bojących się mówić mu prawdę. Jedyna różnica to ilość wyznawców. 30% versus 60%.  Ale to tylko różnica kulturowa. Związana z wielowiekowym boskim kultem cara.   

zimno i mokro

Grzało całe lato. Byłem tym zmęczony. I nagle z dnia na dzień pojawiła się jesień. Niektórzy narzekają, ale ja się cieszę. Popadało więc może jest szansa na grzyby. Lepiej się pracuje. Lepiej się śpi. A nad nastrojem można sobie podziałać we własnym zakresie. Pamiętam w dzieciństwie też lubiłem wrzesień. Szkoła mi nie przeszkadzała. Po szkole grało się w piłę na boisku do upadłego. I ganiało po podwórkach. Z wakacji pamiętam tylko epizody. A z chłopakami z podwórka spotykam się regularnie.