Posty

uchodźcy

Moja chałupa jest 10 km od granicy z Białorusią. Ciągle mnie pytają jak to jest na prawdę z tymi uchodźcami.  Problem nie jest nowy bo już zeszłej jesieni straż graniczna przeglądała mi bagażnik. Ilość ludzi przekraczających pieszo zieloną granicę rosła od wielu miesięcy i nagle stała się tematem politycznym. Łukaszenka odgrywa się nią na Unii, której krytykę źle znosi jego ego. Natomiast PIS-owi ten temat spadł jak z nieba. Niestety Polaków jest stosunkowo łatwo poszczuć na obcych i słupki rosną.  Wczoraj spędziłem tam cały dzień. Przed domem przejechało mi więcej radiowozów niż ciągników. Była też karetka. Podobno kogoś gonili za wsią. Na mieszkańcach, zazwyczaj ciekawych wszystkiego, nie zrobiło to większego wrażenia. Dzień jak co dzień. Kolejny przykry efekt globalizacji. Trafił i do nas. Świat stał się mały i rodzina z Iraku wybiera sobie Niemcy na ojczyznę. Po drodze jest Polska.  Mój zdun został zepchnięty z szosy do rowu w trakcie policyjnego pościgu za furgonetką...

wreszcie święty

Obraz
No i wreszcie się udało. Mój nowy krzyż w Dasze został poświęcony. Batiuszka przyjechał i zaangażował nawet kilka osób z chóru cerkiewnego.  Długo się modlił a oni pięknie śpiewali. Z wioski przyszło ponad dwadzieścia osób. Część nie znałem. Przyszła Pani, która się urodziła i wychowała w mojej chałupie.  Poza Adamem byli wszyscy lokalni znajomi. Po święceniu Batiuszka bardzo mi publicznie dziękował za odtworzenie krzyża. Ja też publicznie podziękowałem wszystkim razem i kilku najbliższym znajomym z osobna. Moja żona upiekła pyszne ciasta i pełniła rolę gospodyni. Część osób wstydziła się skorzystać, ale paru sąsiadów zostało ze dwie godziny.  Pogoda była piękna. Złota polska jesień. Zostaliśmy obdarowani przetworami, mięsem baranim i samogonem. Amen.   

odpust

Obraz
Byłem wczoraj na odpuście w mojej wsi. Odpust to imieniny patrona Cerkwi. Spodziewałem się lokalnego wydarzenia szczególnie, że środek tygodnia. W tu trzygodzinne nabożeństwo zakończone procesją i odprawiane przez kilkunastu Batiuszków z okolicznych parafii. Ponad setka chłopów i bab odstawionych bardzo odświętnie. Pogoda jak na zawołanie. Piękne słońce i jesienne kolory. Nasłuchałem się śpiewów chóru, naoglądałem dziwnych rytuałów. Polecam każdemu z was zanurkować w podobne wydarzenie bo to jest ogromna egzotyka i nie trzeba latać samolotem do Afryki. Niestety po nabożeństwie i zakupie cukierków na straganie trafiliśmy za stół do jednego z moich sąsiadów gdzie poległem w walce z jedzeniem i białoruską gorzałką. Żona zawiozła mnie Warszawy bez życia.        

jesień

Tak byłem zaaferowany żniwami, że nie dostrzegłem zbliżającej się jesieni. To się stało nagle. Liście na trawniku. Grzyby w Daszach można z lasu wywozić taczkami. Pola zaorane. Sadzą oziminy. W mieście też na drzewach pierwsze rzuty żółtego i brązowego. Pory tego roku wreszcie porządne i takie jak pamiętam z dzieciństwa. W zimę zimno i śnieżno. Na wiosnę roztopy. Lato upalne przerywane burzami. Jesień wilgotna z zimnymi nocami.  Pełny cykl życia.  

uwaga, uwaga! sprostowanie

Zadzwonił do mnie Batiuszka. 19 września musi gdzieś wyjechać. Umarł ich główny duchowny w Kleszczelach i mają teraz dodatkową robotę duchową.  Przełożyliśmy święcenie krzyża na 3 października. Bardzo Was wspólnie z Batiuszką przepraszam za zamieszanie.  

poświęcenie

Obraz
Dogadałem się z Batiuszką. Przyjechał i obejrzał nowy krzyż. Był pod wrażeniem. Dopytywał co mnie skłoniło do jego wzniesienia. Nie miał chyba najlepszych doświadczeń z katolikami. Powiedziałem szczerze, że względy religijne miały dla mnie mniejsze znaczenia a chodziło o tradycję i lokalną kulturę. Poświęcenie odbędzie się 19 września o godzinie 13.00. Zapraszam serdecznie. Jeżeli jeszcze nie byliście w Daszach to jest dobra okazja a i grzybów można nazbierać. Resztki starego krzyża mam pociąć na kawałki i zawieść na cmentarz. Tam zostanie spalony. 

krzyż

Obraz
Postawiłem wreszcie krzyż (zobacz post "mój ekumenizm"). Teraz czas na jego poświęcenie. Poszedłem do Batiuszki z prośbą o zorganizowanie małej uroczystości. Wysłuchał mojej historii ze zrozumieniem, ale i zdziwieniem. Powiedział, że najpierw musi go zobaczyć. Akurat zajęty był żniwami (każdy Batiuszka utrzymuje się z parafialnego gospodarstwa a nie z datek). Umówiliśmy się na wizytę w przyszłym tygodniu. A wy już możecie sobie popatrzeć.